szczegóły

start
aktualności
członkowie i sympatycy
historie
forum
kontakt

opublikowano: 06-05-2017

Moja druga podróż do korzeni


17 czerwca 2011 roku ponownie pojechałam na Ukrainę, do małej miejscowości w województwie tarnopolskim, do Podhajec - do moich korzeni. To już III Pielgrzymka organizowana przez powstałe w 2009 roku Towarzystwo Miłośników Ziemi Podhajeckiej, którego motto to: Ziemia Podhajecka ponad granicami. Pamięć i prawda. Przebaczenie i pojednanie.

Podróż była długa i męcząca a dla mnie ze Szczecina trwała całe 29 godzin ale to z Wrocławia wyruszyły trzy autokary. Jechali Ci, którzy urodzili się tam, ich dzieci, wnuki. Najstarsza uczestniczka liczyła sobie 84 lata a najmłodsza 11. Tym razem granicę przekroczyliśmy w Medyce a potem był Gródek Jagielloński wreszcie znany już Rohatyn, Brzeżany, Murzyłów i wyczekane Podhajce. Żar lał się z bezchmurnego nieba kiedy w godzinach przedpołudniowych wysiadłam z autokaru. Wzruszenie, że znowu tu jestem. Zamieszkałam u znanych mi już ludzi, u Wiry i Józefa. Po krótkim odpoczynku wyruszyłam na poszukiwanie MTS-u (Maszino Traktornaja Stancja), w którym w czasie wojny pracował mój Tata. Szybki spacer w stronę Uhrynowa i puste budynki, otwarta brama.. MTS już nie istnieje, budynki pewnie też się zmieniły ale przygnębiające wrażenie robi ta pustka. Kilka zdjęć i wracam. Po drodze mijam miejsce gdzie przed wojną była stacja kolejowa. Nie ma po niej śladu. Zbombardowana w czasie wojny nigdy nie została odbudowana a pociągi ze Lwowa przestały kursować. Idę do rynku. Otwarte sklepy, piwiarnie, zaopatrzenie europejskie. Tego dnia odwiedziłam jeszcze Pana Michała mojego przewodnika po Kazimierzówce. Pojechaliśmy jeszcze na Zachajce, podziwiałam stamtąd piękny widok na Podhajce, Stare miasto i stawy. Następnego dnia była duża uroczystość. Przede wszystkim to odpust w podhajeckiej parafii bo to Święto Trójcy Świętej. Uroczysta msza odprawiona przez biskupa Leona Małego tak jak i poprzednio przy ścianie zrujnowanego kościoła. Ale nim msza się zaczęła rozmawiałam z kilkoma paniami, które jechały moim autokarem ale do Uhrynowa. Na mszę przyjechały ze swoimi krewnymi. Starsze, drobne, spracowane kobiety. Zagadnęłam jedną z Nich o Kazimierzówkę. Oczywiście wiedziała jak tam dojść i zapytała o nazwiska. Ja jednym tchem wymieniałam: Borys, Siekierka, Zarzycki, Szablej. A Ona mówi, że Borys to był bogaty, miał kierat, miał córkę Zosię, była nauczycielką. Powiedziałam, że to właśnie moja Mama, zmarła dwa tygodnie temu, miała 97 lat. Uściskałyśmy się serdecznie a z oczu popłynęły łzy. Po uroczystej mszy i kilku oficjalnych wystąpieniach tj biskupa, wicekonsula Bartosza Rogalskiego odbyła się jeszcze jedna ważna uroczystość - odsłonięcie i poświęcenie odrestaurowanego pomnika Adama Mickiewicza, ufundowanego przez mieszkańców Podhajec w 100 rocznicę urodzin wieszcza. Z tej okazji pielgrzymujący z nami Leszek Długosz poeta, aktor z Krakowa, znany z występów w Piwnicy pod Baranami wygłosił swój wiersz "Oda do mowy kresowej". Gałązko mowy kresowej - tak to się zaczynało i choć padał deszcz to zapachniało kwitnącymi jabłoniami, czereśniami. Potem jeszcze misjonarz Adam Kruczyński recytował pięknie i z pamięci Koncert Jankiela z "Pana Tadeusza". Śpiewaliśmy Rotę. Pomnik został pięknie odnowiony dzięki fundatorowi panu Henrykowi Pękalskiemu. Dzieła dokonał syn pana Michała. Późnym popołudniem w Domu Ludowym odbył się koncert. Śpiewali Ukraińcy i nasz zespół ludowy Radzowiczanie. Starsze panie w strojach ludowych śpiewały nasze polskie pieśni ludowe. Ważnym i znowu wzruszającym momentem była chwila gdy nasz zespół śpiewał pieśń "Mój rodzinny dom", wszyscy wstali i śpiewając trzymali się za ręce. Z wielu oczu w tym z moich też płynęły łzy. Myślałam o tym domu, po którym nie ma nawet śladu. Następnego dnia pojechaliśmy przez Monasterzyska do Śniatynia, gdzie pracowała i zmarła zaraziwszy się tyfusem błogosławiona Siostra Marta Wiecka. Siostra w Podhajcach pracowała w szpitalu kilka lat i tutaj złożyła śluby wieczyste. Była modlitwa w Jej kościele a potem jedna z sióstr zaprowadziła nas na cmentarz, na grób siostry Marty i cudownie o Niej opowiadała. Muszę w tym miejscu wspomnieć o zapierającym dech widoku spod kościoła. Urwisko, dolina a na horyzoncie góry. Trudno to w słowach wyrazić ale mnie ten widok poraził. Wstąpiliśmy jeszcze do Kołomyi, gdzie znajduje się jedyne w swoim rodzaju muzeum pisanek a budynek ma kształt ogromnego jaja i wyznacza podobno dokładnie centrum miasta. W pobliskim sklepie można kupić piękne drewniane, malowane pisanki i inne wyroby sztuki ludowej np. ubiory, ręczniki, serwety a wszystko haftowane krzyżykami. Ta całodzienna wycieczka pozwoliła podziwiać piękne widoki i most na Dniestrze i szum Prutu. Województwo stanisławowskie wydało mi się bogatsze, czyściejsze od tarnopolskiego. Chociaż i w Podhajcach tym razem było czyściej na ulicach, może tak już będzie - władzę w mieście objęły kobiety. I tak dobiegła końca moja druga podróż do korzeni. Jeszcze tylko parę godzin we Lwowie. Odwiedziny cmentarza Orląt Lwowskich i kilku grobów naszych wielkich rodaków, wspólna recytacja "Kto Ty jesteś ...." przy grobie Bełzy. Jeszcze spacer po rynku i okolicznych ulicach, wejście do katedry. Potem już do autokaru i powrót do Polski, do domu. Znowu zajęło mi to 29 godzin, zmęczyłam się ale było warto. Uklęknęłam przecież na progu kościoła Świętej Trójcy. Jego wnętrze było wysprzątane i teraz mogłam sobie wyobrazić jak było kiedyś piękne. Wszystko to opowiedziałam siostrom mojego Taty, które urodziły się w Kazimierzówce a w podhajeckim kościele były chrzczone. Podzieliłam się z Nimi miodem zebranym przez pszczoły na cudownie kwitnących łąkach Kazimierzówki. Słoik dostałam od pana Michała. A zgodnie z kresowym zwyczajem zawsze w moim domu dzieląc się opłatkiem maczamy go w miodzie symbolu obfitości.



Szczecin, lipiec 2011 Elżbieta Czałczyńska

 © TMZP 2011-2017