szczegóły

start
aktualności
członkowie i sympatycy
historie
forum
kontakt

opublikowano: 06-05-2017

Trzecia podróż do korzeni


24 maja 2013 roku rozpoczęłam trzecią już wyprawę do swoich korzeni na Ukrainę do miasteczka Podhajce. Organizowało ją jak i poprzednio Towarzystwo Miłośników Ziemi Podhajeckiej powstałe w 2009 roku z siedzibą w Bystrzycy Oławskiej. Patronką Towarzystwa jest Błogosławiona Siostra Marta Wiecka, która w Podhajcach złożyła wieczyste śluby zakonne 15 sierpnia 1897 roku a także pracowała w miejscowym szpitalu. Mottem zaś Towarzystwa jest: Ziemia Podhajecka ponad granicami. Pamięć i prawda. Przebaczenie i pojednanie.

Podróż była długa i męcząca i trwała dla mnie ze Szczecina prawie 30 godzin z małą przerwą we Wrocławiu. Bo właśnie z Wrocławia wyruszył autokar i bus. na tę kolejną pielgrzymkę do miejsc bliskich każdemu uczestnikowi. Kierunek granica z Ukrainą. Przekroczyliśmy ją w Korczowej. Po drodze były oczywiście przystanki na pięknych Miejscach Obsługi Pasażera - sklep, bar, stacja benzynowa, czyste toalety, nawet placyki zabaw dla dzieci. Dużo na plus zmieniło się w naszym kraju, wypiękniała ta nasza Polska. No i jezdnia mimo ciągłych narzekań gładka bez dziur. Jechali oczywiście Ci, którzy urodzili się tam ale także ich dzieci, wnuki urodzeni już w Polsce powojennej na Ziemiach Odzyskanych i nie tylko. Niektórzy uczestnicy wyprawy przekroczyli już 80-tkę a najmłodsza uczestniczka 12-tkę. Ten wyjazd był trochę inny niż poprzednie. Jechałam trzeci raz do Podhajec, nocować miałam u znanych mi już ludzi. Wiedziałam, że nie będzie tylko Józefa (zmarł w 2012 roku) i Wira powita mnie sama.

Jechaliśmy bardzo wolno ponieważ po stronie ukraińskiej drogi bardzo kiepskie a dziury wypełnione wodą po ulewnym nocnym deszczu. Wreszcie Rohatyn. Miasteczko liczy około 10 tys. mieszkańców i leży nad rzeką Gniłą Lipą. Najcenniejszymi zabytkami Rohatyna są dwie drewniane cerkwie na przedmieściach. To cerkiew Świętego Ducha z 1598 roku, obecnie mieści się tu muzeum. Druga to cerkiew Świętego Mikołaja z 1729 roku, jest czynna. A to już Brzeżany a stąd tylko pół godziny do Podhajec, no ale po kolei. Brzeżany to stare miasto bo pierwsze wzmianki to rok 1375. Swoje powstanie zawdzięczają rodzinie Sieniawskich. Brzeżany położone na malowniczych wzgórzach nad Złotą Lipą. Dziś po świetności rodu założycieli zostały tylko ruiny zamku. Zniszczony w czasie wojny polsko-bolszewickiej a reszty dokonała II wojna światowa. Na uwagę zasługuje kościół gotycko-renesansowy pw Narodzenia NMP z 1600 roku. Zniszczony w czasie ostatniej wojny i po niej, dzisiaj odbudowany dzięki staraniom księdza, miejscowych katolików i Polaków dawnych mieszkańców Brzeżan. W pobliżu kościoła jeszcze inne ślady polskie, to dworki z gankami o dwóch lub czterech kolumnach, z uroczymi schodkami. W jednym z dworków tuż obok kościoła urodził się przyszły marszałek Polski Edward Rydz Śmigły. Brzeżany tak jak większość miejscowości zachodniej Ukrainy to zaniedbane, często biednie wyglądające ale ciągle ze śladami polskimi i dlatego tak nam bliskie miejsca. Jedziemy dalej - Potutory, Mużyłów i bardzo wyczekiwany napis Pidhajci - Podhajce. Dojechałam a wraz ze mną moja kuzynka wielka fanka kresów, urodzona w Tarnopolu.

Po serdecznym powitaniu z Wirą i Natalią i krótkim odpoczynku pierwsze kroki kierujemy na podhajecki cmentarz. Kaplica cmentarna pięknie odnowiona przez dawnych mieszkańców. Tuż przy niej stał pomnik upamiętniający poległych Polaków w roku 1918. Dzięki staraniom mecenasa Henryka Pękalskiego i wsparciu Rady Adwokackiej z Wrocławia pomnik został odrestaurowany i właśnie 25 maja 2013 roku poświęcony przy udziale przedstawicieli kościoła greko-katolickiego. Potem odprawiono mszę świętą jak zawsze przy ruinach kościoła pw Świętej Trójcy. Udział brali w niej także mieszkańcy Podhajec. Jeszcze tego samego dnia w Domu Ludowym był koncert. Tym razem Ukraińcy zaprezentowali się naprawdę pięknie. Zespoły z Podhajec, Rudnik, Mużyłowa wspaniale śpiewały. Nasi górale na tym tle wypadli blado. No ale może przy następnym spotkaniu będzie lepiej. Honor uratował pan Jan Mazur, który wbiegł na scenę i zaśpiewał ludową piosenkę po ukraińsku - urodził się w Podhajcach i mimo upływu lat włada jeszcze ukraińskim językiem no i dobrze śpiewa. Obecni Ukraińcy podchwycili i sala śpiewała. Było to bardzo sympatyczne. To był dzień Podhajec. Następnego dnia wybrałam się na Kazimierzówkę. To tam były domy moich dziadków. Oczywiście nie ma po nich nawet śladu i nawet ciężko tam dojść (trzy lata temu było to możliwe) ponieważ część terenu jest zaorana i na pięknej, tłustej ziemi rosną zboża, ziemniaki, kukurydza. Jeszcze kilka kwiatków z łąki, na pamiątkę, bo nie wiem czy jeszcze kiedyś tu wrócę. Muszę dodać, że Podhajce zmieniły się trochę na korzyść. Jest czyściej na ulicach a kamieniczki w rynku odnowione. I jeszcze o małych przydomowych ogródkach. Kwitły akurat piwonie. Nigdzie nie widziałam tak dużych i tak obficie kwitnących, nawet przy chatkach pamiętających rozbiory piwonie dosłownie wylewały się poza ogrodzenie.

Odwiedzam jeszcze Zarwanicę. To Sanktuarium Maryjne, słynące cudami. Obecnie greko-katolickie. Modlimy się, odprawiamy Drogę Krzyżową i każdy nabiera cudownej wody ze źródła. Następnego dnia czeka nas wycieczka za śladami polskimi.

Najpierw więc Monasterzyska niewielkie miasteczko ale cerkiew zamknięta więc jedziemy dalej do Buczacza. To stara miejscowość położona na brzegach Strypy. Kiedyś była to ważna twierdza wstrzymująca najazdy Tatarów, Turków, Kozaków. Zabytkowe centrum Buczacz zawdzięcza Mikołajowi Potockiemu. Stąd zabytkowe budowle wieńczy Pilawa - herb Potockich. Na uwagę zasługuje ratusz wzniesiony przez Mikołaja. Od kilku lat obserwuję jego odbudowę ale do końca daleko - brak funduszy. Pięknie został odbudowany kościół Wniebowzięcia NMP również fundacji Mikołaja Potockiego. Odbudowany w roku 2005 dzięki finansowemu wsparciu dawnych Buczaczan co podkreśla stosowna tablica we wnętrzu kościoła. Warto jeszcze przejść przez most na Strypie i popatrzeć na klasztor Bazylianów wzniesiony w 1770 roku. To też fundacja Potockich. Obecnie mieści się tu odrestaurowana cerkiew Podniesienia Krzyża Świętego i gimnazjum. Jadąc do Jazłowca zatrzymujemy się na chwilę w małej wiosce Rzepińce. Stary, malutki dworek hr. Wolańskiego zajmuje dzisiaj przedszkole ale tablica pamiątkowa o dawnym właścicielu jest. Prywatna malutka kaplica Wolańskich z zewnątrz wygląda nie najgorzej ale w środku zupełna ruina.

Jazłowiec to przede wszystkim ruiny zamku, który w czasach świetności uważany był za fortecę silną jak Kamieniec Podolski. Obok dawny pałac, który służył jako klasztor i zakład wychowawczy sióstr niepokalanek do 1944 roku. Założycielką była siostra Marcelina Darowska, wyniesiona na ołtarze przez Jana Pawła II. W parku znajdują się dobrze zachowane grobowce sióstr, które tu żyły i pracowały. Ale zdarzył się cud i klasztor całkiem niedawno powrócił do sióstr niepokalanek. Obecnie mieszkają tam trzy siostry w tym jedna Ukrainka i powolutku odbudowują swoją posiadłość. Kaplica jest już taka jak przed wojną. U sióstr można się zatrzymać. Ale my jedziemy dalej.

Strusów to mała mieścina a na zboczach wysokiego pagórka stary cmentarz a na nim trochę zdewastowany pomnik - orzeł a pod nim tablica "Poległym w latach 1918-1919". Potem już Trembowla to prawdopodobnie najstarsze miasto Tarnopolszczyzny. Od niepamiętnych czasów był to gród. W roku 1360 Kazimierz Wielki wybudował tu zamek, który wsławił się bohaterską obroną w 1675 roku. Sławę zdobyła Anna Dorota Chrzanowska żona komendanta, która swoim zapałem i hartem natchnęła do obrony. Niestety w kilka lat później został podstępnie zdobyty przez Tatarów i zniszczony. Dzisiaj to tylko ruiny ale warto wejść na górę, skąd roztacza się piękny widok na okolicę. Odrestaurowano także na górze pomnik sławnej komendantowej.

Ostatni dzień pobytu to oczywiście Lwów. Tym razem oprócz Cmentarza Łyczakowskiego i Cmentarza Orląt Lwowskich odbyliśmy pieszą wędrówkę po mieście. Był więc rynek z jego pięknymi kamienicami, Ratusz, Katedra Ormiańska i Łacińska, Opera, pomnik Mickiewicza. Lwów to piękne miasto i wymaga kilku dni by je zwiedzić.

A potem była męcząca droga do domu ale przecież było warto nie dospać, mieć spuchnięte nogi ale zobaczyć te nasze polskie ślady, te domki ale też i kamienice, ruiny kościołów ale i odbudowane świątynie, znikające mogiły ale i zadbane. Może w przyszłym roku też pojadę?



Szczecin, lipiec 2013 Elżbieta Czałczyńska

 © TMZP 2011-2017