szczegóły

start
aktualności
członkowie i sympatycy
historie
forum
kontakt

opublikowano: 29-08-2018

Wspomnienie 2 - No i można ? Można !!!


Nie potrzeba czarodziejskiej różdżki, żeby przenieść się w czasie o ponad 70 lat. Wystarczy wsiąść do autobusu na wycieczkę organizowaną przez Ryszarda Wojciechowskiego i wyjechać w cudowną podróż na Kresy.

Od wielu lat marzyłam pojechać do Podhajec. Tam żyli moi dziadkowie, urodziła się moja mama. Już dawno wszyscy nie żyją, ale tęsknota za zobaczeniem tego miasta pozostała.

W tym roku załatwiłam wreszcie paszport i wyruszyłam 24.05.2018 r. na Podhajecko-Podolską Pielgrzymkę Kresową.

Nawet z opowieści mojej babci nie wywnioskowałam, że Podhajce są tak górzyste. Dla nich było to chyba normalne. Wiedziałam jednak, że ziemia jest dwa razy czarniejsza, że jabłka i ziemniaki dwa razy większe.

Jestem zauroczona tym miastem od pierwszej chwili. Cudowny duży rynek, przeurocze kolorowe kamieniczki, a po środku potężna cerkiew – majestatyczna, świecąca. Niedaleko, po obu stronach dwie następne cerkwie.

Za plecami w górę synagoga i największy, a jednocześnie najstarszy na zachodzie Ukrainy cmentarz żydowski. Pierwszy raz w życiu widziałam tyle macew, a ich setki. Przecież to miasto przed wojną było w 60 % zamieszkałe przez Żydów.

W następny dzień spotykamy się w „naszym kościele”. Całkowite ruiny, tzn. nawa główna bez dachu.
Wydzielona tylko jedna część na odprawianie katolickiej mszy – Kaplica Zofii z Zamiechowa.

Po mszy rozpoczyna się szukanie korzeni. Jest nas trochę, którzy przyjechali po raz pierwszy. Dom, w którym mieszkali moi dziadkowie znam tylko z jednego zdjęcia. Nie znam ani numeru domu, ani nazwy ulicy. Pomocny jest kościelny Roman Dziadykiewicz, który nakierowuje mnie w odpowiednie miejsce.

Boże ! Ten dom ma niebieski kolor. Moja babcia jakby to wiedziała, umarłaby po raz wtóry. Właścicielka Ukrainka przyjmuje mnie bardzo ciepło. Jest to kobieta po osiemdziesiątce. Cały czas uśmiechnięta, na nic nie choruje, nie bierze żadnych leków. Mieszka sama, więc i wszystko robi sama.

Dom wygląda jak na zdjęciu sprzed wojny. Ukrainka miała 10 lat, gdy zamieszkała w nim z rodzicami. Dobrze pamięta moich dziadków i młodziutką moją mamę.

Przez następne 2 dni wyjeżdżamy do Zarwanicy, Zaleszczyk nad Dniestrem i Czerniowiec. Myślami jestem jednak z Panią Marią i pod wieczór zjawiam się z ponowną wizytą. Przecież po to przyjechałam do Podhajec. Rozmawiamy, rozmawiamy, rozmawiamy…

Nasycona wspomnieniami wracam do Nadii, u której mieszkam razem z koleżankami z Godzikowic, Jasią i Krysią. We 3 zwiedzamy cmentarz. Nie mamy tam tu żadnych przodków, ale podziwiamy jego piękno. Wiele polskich grobów począwszy od początku XIX stulecia z cudowną rzeźbą patrona ś.p. zmarłej osoby.

Dlaczego na początku wspomniałam, że bez różdżki można przenieść się lata wstecz ? Bo to prawda. Powietrze, aż dech zapiera. Ulice podziurawione, a na nich niewiele samochodów. Na łąkach pasą się konie, krowy i kozy. Pola usiane makami. Takie widoki były w Oławie i wokół niej za mojego dzieciństwa.

Żal opuścić to miasto, te okolice. Odwiedzę jeszcze te strony. Muszę pokazać je moim dzieciom i wnukom.


Danuta Matkowska
Oława

Mama Danuty, Maria p. Pecold urodziła się w 1922 roku w Podhajcach, a mieszkała na Starym Mieście.

 © TMZP 2011-2018