szczegóły

start
aktualności
członkowie i sympatycy
historie
forum
kontakt

opublikowano: 01-09-2018

Wspomnienie 6


XIV Podhajecko-Podolska Pielgrzymka Kresowa
Wspomnienia z realizacji programu lwowskiego
(w kolejności odwrotnej, od 29/30 V do 25 V 2018)

Lwów. Przed wyjazdem do Polski udaliśmy się na cmentarz Łyczakowski. Być we Lwowie i nie odwiedzić cmentarza Łyczakowskiego to tak jak w Paryżu nie zobaczyć wieży Eiffla. Na tej nekropolii znajdziemy najwięcej świadectw że Lwów kiedyś był polskim miastem.

Cmentarz został założony w 1786 r. Jest jedną z najstarszych nekropolii istniejących do dziś w Europie. Na terenie cmentarza znajduje się 300 tys. mogił w tym 2 tys. ma formę kamiennych grobowców, są też 23 kaplice grobowe.

Gdy wchodzimy do alei zasłużonych, czytając nazwiska mamy wrażenie, że wertujemy strony encyklopedii: Konopnicka, Ordon, Szajnocha, Zapolska, Mosing, Grottger i dziesiątki innych.

Już przy końcu cmentarza stoki pagórka pokrywają tysiące jednakowych krzyży z biało-czerwonymi wstęgami. To cmentarz Orląt Lwowskich. Znajdują się na nim mogiły uczestników bitwy o Lwów i Małopolskę wschodnią, poległych w latach 1918 - 1920. Spośród pochowanych tam prawie 3000 żołnierzy, część to młodzież szkół lwowskich.

Niestety czas robi swoje. Na cmentarzu Łyczakowskim piaskowce się obsypują, napisy zamazują, a i Ukraińcy jak mogą, starają się zasłonić polskość na Łyczakowie. Jest wiele pięknie odnowionych grobowców dzięki Polsce i Polakom ale to kropla wody w morzu.

Dlatego odwiedzanie cmentarza Łyczakowskiego to jedyny sposób aby zachować tam naszą obecność. Pozdrawiamy serdecznie. Do zobaczenia we Lwowie ale na pewno nie autokarem. Dziś w nocy staliśmy ponad 8 godzin czekając na odprawę celną. Koszmar. Jednak cały pobyt dzięki naszej grupie „lwowskiej" uważamy za wspaniały i udany.

(foto.1, foto.2, foto.3, foto.4, foto.5)

Lwów. Ciąg dalszy naszego pobytu. W dniu dzisiejszym spokojniej i na luzie. W planach spotkanie z kuzynką i jej mężem, lwowianami Galą i Romkiem Szczepańskimi. Wspólnie wybraliśmy się do Gaju Szewczenki. Jest to 50 h podzielonych na sektory, w których prezentowane są poszczególne rejonu Ukrainy Zachodniej. Każdy z nich jest całością, wioską z chatami, szkołami, kuźniami, ulami i rzecz jasna z cerkwiami jako najważniejszymi miejscami na wsi. Można wejść wszędzie i wszystko zobaczyć. Tak wygląda Gaj Szewczenki - Skansen Architektury i Tradycji we Lwowie. Po prawie trzech godzinach intensywnego spaceru czas na regenerację. Nasi lwowianie polecili nam restaurację Mięso i Sprawiedliwość (bez wycieczek politycznych). Lokal mieści się przy ul. Valova. Restauracja należy do sieci „At Arsenal" i jest to typowa restauracja mięsna. Nie jest to opcja dla wegetarian. Tutaj znajdziecie wszelkie odmiany mięsa świetnej jakości z Wołynia. Polecamy zamówić talerz grillowanych mięs (żeberka, kurczak, wołowina, szaszłyki). Każdy talerz zawiera zestaw sosów. Cena do przyjęcia. Po uczcie dla ciała podeszliśmy do Cerkwi św. Andrzeja. Cerkwia przepiękna, w stylu barokowego manieryzmu. Przebogata. Po drodze pomnik Daniła, księcia Rusi Halickiej. Kilkadziesiąt metrów dalej oczywiście kolumna Adama Mickiewicza. Wzniesiona w latach 1902 - 1904 wg projektu Antoniego Popiela, odsłonięta 30 października 1904 r. Cóż, zmęczeni, kawa i powrót do hotelu. Jutro w godzinach popołudniowych zwiedzanie Cmentarza Łyczakowskiego i powrót do Polski. Wszędzie fajnie, ale w domu najlepiej.

(foto.6, foto.7, foto. 8, foto.9, foto.10)

Lwów. Dzisiaj niedziela a więc kościoły. Dzień zaczęliśmy od mszy świętej o 11.30 (w języku polskim) w Bazylice Archikatedralnej Wniebowzięcia NMP (Katedra Łacińska). Piękna msza, a co lekko nas zdziwiło. Msza po polsku, ale ta ilość ludzi. Byliśmy ponad kwadrans przed mszą, ale wolne miejsca w ławkach to tylko było nasze szczęście. Naprawdę warto było.

Po mszy spacerkiem udaliśmy się do Katedry Ormiańskiej. W styczniu 2001 w wigilię Bożego Narodzenia odbyła się pierwsza od 50 lat msza święta odprawiana w języku ormiańskim. Niestety Katedra niedostępna z uwagi na przeprowadzany remont. Po nieudanej próbie z Katedrą Ormiańską ruszyliśmy w kierunku Cerkwi Przemienienia Pańskiego. Pierwotny kościół został postawiony w 1729 r. Wnętrza zdobią niezwykle barwne malowidła. Błękity, jaskrawe połączenia, charakterystyczne ikony są magnesem dla oka i aparatu fotograficznego. Doznań duchowych na chwilę był koniec. Polecono nam odwiedzenie Champagnerii X&X na Lesie Ukrainki. Oczywiście szampan z Odessy oraz haczapuri. Fakt potwierdzamy. Warto. Następnie długi spacer do Archikatedralnego Soboru św. Jury na placu św. Jury. Też warto było. Akurat trafiliśmy na udzielany ślub młodej parze. Uroczystość wygląda zupełnie inaczej niż do tej pory znaliśmy. Od 1990 r. świątynia wróciła do kościoła grekokatolickiego. Niedziela niedzielą, ale postanowiliśmy dzień zakończyć mocnym uderzeniem. Odwiedziliśmy restaurację „Kumpel” przy prospekcie Czarnowoła. Restauracja z dobrym tradycyjnym ukraińskim jedzeniem. Wart spróbowania jest banosz, potrawa z mąki kukurydzianej i śmietany, świeżej bryndzy i skwarków lub grzybów i posypana koperkiem oraz świńskie uszy. W restauracji znajduje się też browar, więc piwo do obiadu obowiązkowo. Cóż niedziela się kończy i czas odpocząć. Jutro nowy dzień. Na Ukrainie drugi dzień Zielonych Świątek.

(foto. 11, foto. 12, foto. 13, foto.14)

Lwów. Dzień wczorajszy to nie tylko Opera Lwowska. To był dzień typowo poświęcony sztuce przez duże S, ale bardzo polskie. Zaczęliśmy od Pałacu Potockich (sztuka europejska), a następnie kilka kroków do Lwowskiej Galerii Sztuki przy ul. Stefanyk (sztuka polska i rosyjska). Nie ma tu tłumów, a znajdziemy nieznane, pojedyncze dzieła wybitnych twórców, takich jak Goya, Rubensa, Matejki, Grottgera, Kossaka, Malczewskiego. Uczta dla ducha. Bilety po 30 hrywien (5 zł ).

(foto.15)

Później było zwiedzanie Manufaktury Kawy. Godne polecenia wraz z degustacją i zwiedzaniem podziemi. Po doznaniach duchowych czas na coś dla ciała. Wśród niezliczonej ilości restauracji, knajpek i kawiarni, każdy znajdzie coś dla siebie i swojego podniebienia.

My odwiedziliśmy polecaną restaurację lwowską „Premierę”. Było oczywiście piwo lwowskie, pielmieni, flaki po lwowsku (inne niż znamy), kwas chlebowy i inne rarytasy. Cena za dwie osoby to 50 zł. Obiad wypasiony, dwudaniowy plus napoje. Dzień pracowity zakończony spektaklem w Operze Lwowskiej.

(foto.16, foto.17)


Nasza eskapada do Lwowa. W dniu dzisiejszym o godz. 18.00 w Operze Lwowskiej dzieło Jewgenija Stankiewicza „Kiedy zakwitną paprocie". Spektakl 40 lat temu zabroniony i do tego czasu nie inscenizowany. Folkowa opera z nutką ukraińskiej "duszy". To chór, soliści, balet i orkiestra. Niesamowite przeżycie. Gra świateł, taniec, kolory i ten chór. Cóż można więcej powiedzieć. Uczta.

(foto.18, foto.19, foto.20)


Edmund Orzechowski
Świdnik, powiat Kamiennogórski


Mama Edmunda, Janina p. Drozdowska mieszkała w Białokrynicy.
Białokrynica – za czasów II RP duża wieś koło Podhajec, siedziba gminy wiejskiej. Większość jej mieszkańców stanowili Polacy. Pierwsza wzmianka o miejscowości pochodzi z 1463 roku, tak więc jest ona starsza od Tarnopola (1540).

W pobliżu Białokrynicy zostały stoczone w drugiej połowie XVII wieku dwie bitwy; w 1667 r. wojska Rzeczypospolitej pod wodzą hetmana polnego koronnego Jana Sobieskiego starły się z wojskami tatarsko-kozackimi, a w 1698 r. hetman polny koronny Feliks Potocki stoczył zwycięską bitwę z wojskami tatarskimi.

W 1898 r. w Białokrynicy rozpoczęto budowę kościoła pod wezwaniem św. Apostołów Piotra i Pawła, który został konsekrowany 14 września 1904 r.

foto.1
foto.2
foto.3
foto.4
foto.5
foto.6
foto.7
foto.8
foto.9
foto.10
foto.11
foto.12
foto.13
foto.14
foto.15
foto.16
foto.17
foto.18
foto.19
foto.20
 © TMZP 2011-2018